Milenialsi, czyli pokolenie „złamanej obietnicy”

Talent Exact > Blog > Milenialsi, czyli pokolenie „złamanej obietnicy”

Dlaczego najbardziej wykształcona generacja wchodzi w dorosłość z rekordowym zmęczeniem i co mogą z tym zrobić firmy

Milenialsi weszli w dorosłość z prostą instrukcją sukcesu: ucz się, bądź pracowity, graj fair, a świat odda ci to stabilnością i awansem. Dziś dane wskazują, że przyjęty model relacji między wysiłkiem a nagrodą coraz częściej nie przynosi oczekiwanych rezultatów, a jego konsekwencje mają charakter powszechny: obserwujemy rosnące wskaźniki wypalenia, przeciążenia psychicznego, absencji chorobowej oraz narastające poczucie zawodowego rozczarowania, których nie sposób wyjaśnić wyłącznie spadkiem motywacji jednostek.  Ten artykuł porządkuje fakty, diagnozuje źródła zjawiska i proponuje praktyczne kierunki działań dla pracodawców, liderów oraz samych pracowników.

Wprowadzenie: od narracji o motywacji do diagnozy systemu

Przez lata o milenialsach mówiło się językiem charakteru, a nie warunków. Że chcą za dużo, że są delikatni, że trzeba ich „utwardzić”, że w pracy szukają sensu, zamiast po prostu robić wyniki. Tyle że charakter jednostek nie zmienia się masowo w tym samym czasie, a wskaźniki masowości to właśnie to, co dziś widzimy w danych. W globalnym badaniu Deloitte wskazywał, że wypalenie odczuwa 49% milenialsów, przy jednoczesnym wzroście względem roku poprzedniego i jest to poziom utrzymujący się na wysokim pułapie, a nie chwilowa anomalia [1]. W badaniu Deloitte również raportował, że 35% milenialsów czuje stres przez cały czas lub przez większość czasu, co oznacza skalę właściwą zjawisku systemowemu, A nie chwilowemu trendowi czy cechy charakterystycznej określonej grupy.

Jeśli ktoś uzna, że to „tylko ankiety”, polskie dane administracyjne szybko podważają ten argument. ZUS raportuje, że w 2024 roku zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania odpowiadały za 12,6%  ogółu liczby dni absencji chorobowej, czyli 30,3 mln dni, a dynamika rok do roku była wyraźnie wzrostowa [3]. To nie jest opowieść o kaprysie. To jest koszt gospodarczy, koszt organizacyjny i koszt ludzki.

Harvard Business Review opisywał „podatek od biurokracji” i szacował koszt nadmiaru biurokracji w USA na ponad 3 biliony dolarów utraconej produkcji, co odpowiadało około 17% PKB [2]. To oczywiście poziom makro, ale mechanizm jest podobny w każdej skali: każdy dodatkowy poziom, który nie wnosi wartości dodanej, wprowadza tarcie chaos i spychologię. A to finalnie czas, który znika w koordynacji, raportowaniu, burzach mózgów, które i tak trzeba „klepnąć” na spotkaniach projektowych, i poprawkach, zamiast w pracy nad klientem, produktem i wynikiem.

McKinsey zwraca uwagę, że nadmierna kontrola spowalnia decyzje, a rolą liderów powinno być nadawanie intencji, dokonywanie wyborów strategicznych i usuwanie przeszkód, zamiast trzymania wszystkiego „u siebie” [3] . Gdy casting na dyrektora wygrywa tytuł, a nie mandat, przywództwo zaczyna być mylone z obecnością na spotkaniach. Wtedy decyzje nie są podejmowane, tylko procesowane, a kultura uczy się, że najbezpieczniej jest mieć jak najwięcej osób w DW.

Pokolenie inwestycji w kapitał ludzki: dyplom miał być windą

Milenialsi są generacją, która w wyjątkowym stopniu uwierzyła w edukację jako narzędzie awansu i bezpieczeństwa. W Unii Europejskiej w 2024 roku 44% osób w wieku 25–34 lata ukończyło studia wyższe, co dobrze opisuje historycznie bezprecedensową skalę „inwestycji w dyplom” [4]. W praktyce oznacza to, że milenialsi realizowali model rekomendowany przez rodziców i instytucje: szkoła, studia, języki, kompetencje, pracowitość.

Jednocześnie ten model miał ukrytą klauzulę, o której rzadko mówiło się głośno: start nie jest równy, a edukacja nie zawsze działa jako niezawodna winda. OECD pokazuje, jak silnie osiągnięcie wyższego wykształcenia jest powiązane z wykształceniem rodziców. W Polsce 79% osób w wieku 25–34 lata, które mają co najmniej jednego rodzica z wyższym wykształceniem, również ma wyższe wykształcenie, podczas gdy w grupie, której rodzice nie ukończyli szkoły średniej, odsetek ten wynosi 11% [5]. Tę różnicę można interpretować jako twardy dowód, że „zrób wszystko dobrze” nie znaczy „będziesz miał takie same szanse”. A jeśli obietnica była uniwersalna, a szanse nie były uniwersalne, to rozczarowanie staje się nie tylko emocją, lecz logiczną konsekwencją konstrukcji systemu.

Rynek pracy po zmianie zasad: ciągła adaptacja jako nowa norma

Drugim filarem „złamanej obietnicy” jest zmiana reguł gry na rynku pracy. Milenialsi wchodzili do niego w świecie, w którym obiecywano, że kompetencje zbudowane raz będą procentować latami. Tymczasem dzisiejsza gospodarka, pandemia, przyspieszenie technologiczne i obecna fala automatyzacji sprawiły, że kariera coraz częściej przypomina bieg z przesuwającą się linią mety.

World Economic Forum w raporcie Future of Jobs 2025 wskazuje, że luki kompetencyjne są największą barierą transformacji biznesowej, a 63% pracodawców uznaje je za istotną przeszkodę w perspektywie 2025 – 2030. W odpowiedzi 85% firm planuje priorytetyzować upskilling, 70%  spodziewa się zatrudniać osoby z nowymi umiejętnościami, 40% planuje redukcje tam, gdzie kompetencje tracą relewantność, a 50% zamierza przesuwać pracowników z ról schyłkowych do rosnących [6]. Taki krajobraz oznacza, że niepewność nie jest epizodem, tylko środowiskiem pracy.

W tym miejscu widać też, dlaczego milenialsi są szczególnie podatni na przeciążenie. Są w wieku, w którym kumuluje się odpowiedzialność życiowa: praca, kredyt, rodzina, dzieci, opieka nad starszymi rodzicami, presja finansowa. A jednocześnie są poddani oczekiwaniu, by nie tylko dowozić wyniki, ale też stale się przebranżawiać, aktualizować kompetencje i utrzymywać wysoką dyspozycyjność. W takich warunkach „kryzys motywacji” jest często po prostu inną nazwą dla chronicznego deficytu zasobów.

Milenialsi i „żal zawodowy”: kiedy racjonalność decyzji przestaje działać

Jeśli ktoś przez lata podejmuje decyzje „zgodnie z instrukcją”, a efekty nie przychodzą, pojawia się szczególny rodzaj frustracji: nie taki, który wynika z porażki, tylko taki, który wynika z poczucia, że reguły były inne niż obiecywano. To właśnie widać w badaniach dotyczących żalu zawodowego. W raporcie opisywanym w mediach branżowych i gospodarczych wskazano, że 62 % badanych pracowników biurowych odczuwa żal związany z decyzjami zawodowymi, a kolejne 22% określa ten poziom jako średni [5]. Taki wynik nie mówi, że ludzie są niewdzięczni. Mówi, że w masowej skali dokonano wyborów, które dziś, przy aktualnych realiach, wydają się nieoptymalne albo nieadekwatnie nagrodzone.

W praktyce „żal zawodowy” przekłada się na zachowania, które firmy widzą na co dzień: spadek zaangażowania, cicha rezygnacja, wzrost gotowości do zmiany pracy, większa wrażliwość na kulturę organizacyjną, presję i brak sensu. To także tłumaczy, dlaczego u młodszych pokoleń tak silnie rośnie nacisk na granice: nie dlatego, że są mniej ambitni, ale dlatego, że obserwują cenę, jaką zapłacili starsi koledzy, którzy ambicję pomylili z samospaleniem.

Co z tym mogą zrobić organizacje: od benefitów do architektury pracy

Największym błędem firm w podejściu do milenialsów jest próba leczenia strukturalnego problemu kosmetycznymi działaniami. Owocowe czwartki nie konkurują z chronicznym przeciążeniem, a warsztat o oddechu nie zastąpi sensownie zaprojektowanej pracy. Z perspektywy biznesowej kluczowe są trzy obszary: dopasowanie roli, higiena obciążenia oraz jakość przywództwa.

Po pierwsze dopasowanie roli i zadań do predyspozycji, bo wiele wypalenia nie bierze się z pracy jako takiej, lecz z długotrwałego wykonywania działań, które są sprzeczne z naturalnym profilem osoby. W tym miejscu sensownie wchodzi narzędzie diagnostyczne, bo pozwala przejść od intuicji do danych. Harrison Assessments opiera się m.in. na metodologii Enjoyment Performance, według której osoby, które lubią co najmniej 75 procent swoich zadań, są trzykrotnie bardziej skłonne do sukcesu niż osoby, które lubią mniej niż 75 procent [6]. W ujęciu organizacyjnym jest to argument za tym, by nie budować efektywności wyłącznie na dyscyplinie, tylko na dopasowaniu i sensownym projektowaniu ról.

Po drugie higiena obciążenia. Jeżeli WEF mówi wprost, że w kolejnych latach część ról będzie redukowana, część redefiniowana, a firmy w masowej skali będą przesuwać pracowników między stanowiskami, to w praktyce oznacza to konieczność prowadzenia zmian w sposób, który nie przerzuca całości ryzyka adaptacji na jednostkę [7]. Upskilling jest konieczny, ale może być albo inwestycją, albo karą. Różnica polega na tym, czy organizacja daje czas, wsparcie, priorytety i realne przełożenie nowych kompetencji na ścieżkę rozwoju.

Po trzecie jakość przywództwa. Milenialsi wchodzą w wiek menedżerski, ale wielu z nich robi to z bagażem przeciążenia i rozczarowania. Zamiast wymagać „odporności”, firmy mogą zwiększać odporność systemu: przejrzystość oczekiwań, jasne priorytety, realistyczne cele, redukcja pracy pozornej, ograniczenie kultury permanentnej dostępności, a także mierzenie zdrowia zespołu tak samo, jak mierzy się wyniki sprzedaży.

„W praktyce organizacje nie przegrywają dlatego, że ludzie są mniej ambitni, tylko dlatego, że talenty i motywatory są ustawiane w złych rolach, a system zarządzania dokłada do tego chroniczny nadmiar bodźców. Kiedy dopasowanie predyspozycji do pracy jest mierzone, a nie zgadywane, spada koszt energii potrzebnej do dowożenia wyników, a rośnie szansa na długoterminową skuteczność bez wypalenia” – podkreślają eksperci z Talent Exact.

Podsumowanie

Milenialsi nie są pokoleniem „zbyt wrażliwym”, tylko pokoleniem, które wyjątkowo mocno zainwestowało w obietnicę meritokracji i wyjątkowo boleśnie zderzyło się z jej ograniczeniami. Skala wypalenia i stresu opisywana w badaniach Deloitte pokazuje, że problem ma charakter masowy, a nie jednostkowy. Dane ZUS potwierdzają, że zdrowie psychiczne stało się realnym kosztem systemu pracy i gospodarki. Kontekst edukacyjny i międzypokoleniowy ujawnia, że równość szans była często bardziej narracją niż faktem, co wzmacnia rozczarowanie mimo wysokich kwalifikacji. Dla firm jest to moment decyzji: albo zbudują architekturę pracy, która redukuje ryzyko wypalenia poprzez dopasowanie i mądre zarządzanie energią, albo będą płacić coraz wyższy rachunek rotacją, absencją i spadkiem produktywności, co w świecie deficytu kompetencji staje się strategicznym zagrożeniem.

[1] https://action.deloitte.com/insight/3376/stress-and-anxiety-have-changed-but-still-remain-for-gen-zs-millennials

[2] https://www.deloitte.com/global/en/about/press-room/deloitte-2024-gen-z-and-millennial-survey.html

[3]https://www.zus.pl/documents/10182/39590/Raport_Absencja%2Bchorobowa%2Bw%2B2024%2Broku.pdf/a4947e09-3b9c-41c6-1de6-83563006fd49?t=1744352901435

[4] https://www.deloitte.com/global/en/about/press-room/deloitte-2024-gen-z-and-millennial-survey.html

[5] https://kadry.infor.pl/wiadomosci/5742399%2Czadowolenie-z-pracy.html

[6] https://fr.harrisonassessments.eu/EnjoymentPerformanceMethodology_HarrisonAssessments.pdf

[7] https://www.weforum.org/publications/the-future-of-jobs-report-2025/digest/